Warsztaty "To jest mój głos" - 2011
Wyjazd był zorganizowany w ramach warsztatów fotograficznych "To jest mój głos" organizowanych dla osób słabosłyszących i głuchych.
Na początek w Polsce mieliśmy serię wykładów nt. fotografii prowadzonych przez Karolinę Jakóbczak. Po części teoretycznej z niecierpliwością zabraliśmy się za zajęcia praktyczne. Zorganizowaliśmy kilka spotkań w ramach których wykonaliśmy wiele zdjęć nt. problemów osób głuchych w świecie słyszących. Następnie zebraliśmy się w grupie 22-óch osób pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, po czym po wykonaniu zdjęć grupowych wyruszyliśmy w długotrwałą podróż do Bukaresztu, stolicy Rumunii przez Słowację i Węgry.
Dość szybko zauważyliśmy znaczne różnice , które różniły Rumunię od Polski. Przede wszystkim na punktach postojowych typu stacje benzynowe, przydrożne motele i restauracje zawsze napotykaliśmy na grupki wygłodniałych psów- jest to efekt reformy dokonanej w czasach komunistycznych przez Nicolae Ceauşescu, Sekretarza Generalnego Rumuńskiej Partii Komunistycznej. Na szczęście były one zupełnie niegroźne i dokarmiając psy i siebie dojechaliśmy do hotelu.
Na miejscu spotkaliśmy sympatycznych Rumunów, którzy chętnie nawiązywali kontakt. Te osoby, które umiały posługiwać się językiem migowym mogły dogadać się płynnie. Ponieważ język migowy jest językiem w miarę międzynarodowym, bariery związane z różnicami językowymi zanikały i szybko się integrowaliśmy.
Pewnego wieczoru zorganizowaliśmy wieczór kulturowy, na którym zapoznawaliśmy się z kulturą, tradycjami, obyczajami, historią i innymi ciekawostkami z Polski oraz Rumunii. Rumuni zaprezentowali wiele tańców ludowych oraz kilka ciekawych i śmiesznych występów komicznych. Natomiast my zaprezentowaliśmy poloneza w strojach ludowych Krakowiaków oraz Górali. Rumunom tak bardzo się spodobał ten taniec, że zaczęli go sami tańczyć, a przy naszej pomocy dokonali kilku małych improwizacji i efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Oczywiście na wieczorze kulturowym nie mogło zabraknąć tradycyjnych i popularnych potraw, które zjadaliśmy z apetytem.
Mieliśmy szansę przedstawić nasze zdjęcia, które robiliśmy w Polsce w ramach warsztatów fotograficznych, które spotkały się z dobrym odbiorem i dużym zainteresowaniem. Również zdjęcia wykonane przez naszych rumuńskich rówieśników sprowokowały ciekawe dyskusje, którym nie było końca. Na miejscu warsztaty fotograficzne przerodziły się w warsztaty filmowe- zebraliśmy się w 4 grupy mieszane polsko-rumuńskie i nakręciliśmy około 5-minutowe filmy o problemach osób niesłyszących w świecie słyszących.
W czasie wolnym zaspokoiliśmy potrzebę zwiedzenia miasta stołecznego. Zrobiliśmy sobie w nim wiele zdjęć i z zaciekawieniem spacerowaliśmy po mieście. Pod koniec pobytu przyszedł czas na wernisaż oraz prezentację filmów wykonanych na miejscu zakończoną uroczystą kolacją.
Z smutkiem i żalem się rozstawaliśmy, po czym wyruszyliśmy w długą podróż do Polski, przy czym część drogi pokonaliśmy z naszym rumuńskim kolegą, który w roli przewodnika pokazał nam miasto Sibiu. Dalsza podróż odbyła się nie bez niespodzianek.
Ogółem wyjazd oceniam jako udany, bardzo rozwijający dla mnie i cieszę się, że mogłem w nim uczestniczyć.
Na koniec pragnę złożyć podziękowania Pawłowi Żurawskiemu za profesjonalne tłumaczenia na język migowy i polski.
Komentarz - Tomasz Kwiatkowski
Wyjazd był zorganizowany w ramach warsztatów fotograficznych "To jest mój głos" organizowanych dla osób słabosłyszących i głuchych.
Na początek w Polsce mieliśmy serię wykładów nt. fotografii prowadzonych przez Karolinę Jakóbczak. Po części teoretycznej z niecierpliwością zabraliśmy się za zajęcia praktyczne. Zorganizowaliśmy kilka spotkań w ramach których wykonaliśmy wiele zdjęć nt. problemów osób głuchych w świecie słyszących. Następnie zebraliśmy się w grupie 22-óch osób pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, po czym po wykonaniu zdjęć grupowych wyruszyliśmy w długotrwałą podróż do Bukaresztu, stolicy Rumunii przez Słowację i Węgry.
Dość szybko zauważyliśmy znaczne różnice , które różniły Rumunię od Polski. Przede wszystkim na punktach postojowych typu stacje benzynowe, przydrożne motele i restauracje zawsze napotykaliśmy na grupki wygłodniałych psów- jest to efekt reformy dokonanej w czasach komunistycznych przez Nicolae Ceauşescu, Sekretarza Generalnego Rumuńskiej Partii Komunistycznej. Na szczęście były one zupełnie niegroźne i dokarmiając psy i siebie dojechaliśmy do hotelu.
Na miejscu spotkaliśmy sympatycznych Rumunów, którzy chętnie nawiązywali kontakt. Te osoby, które umiały posługiwać się językiem migowym mogły dogadać się płynnie. Ponieważ język migowy jest językiem w miarę międzynarodowym, bariery związane z różnicami językowymi zanikały i szybko się integrowaliśmy.
Pewnego wieczoru zorganizowaliśmy wieczór kulturowy, na którym zapoznawaliśmy się z kulturą, tradycjami, obyczajami, historią i innymi ciekawostkami z Polski oraz Rumunii. Rumuni zaprezentowali wiele tańców ludowych oraz kilka ciekawych i śmiesznych występów komicznych. Natomiast my zaprezentowaliśmy poloneza w strojach ludowych Krakowiaków oraz Górali. Rumunom tak bardzo się spodobał ten taniec, że zaczęli go sami tańczyć, a przy naszej pomocy dokonali kilku małych improwizacji i efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Oczywiście na wieczorze kulturowym nie mogło zabraknąć tradycyjnych i popularnych potraw, które zjadaliśmy z apetytem.
Mieliśmy szansę przedstawić nasze zdjęcia, które robiliśmy w Polsce w ramach warsztatów fotograficznych, które spotkały się z dobrym odbiorem i dużym zainteresowaniem. Również zdjęcia wykonane przez naszych rumuńskich rówieśników sprowokowały ciekawe dyskusje, którym nie było końca. Na miejscu warsztaty fotograficzne przerodziły się w warsztaty filmowe- zebraliśmy się w 4 grupy mieszane polsko-rumuńskie i nakręciliśmy około 5-minutowe filmy o problemach osób niesłyszących w świecie słyszących.
W czasie wolnym zaspokoiliśmy potrzebę zwiedzenia miasta stołecznego. Zrobiliśmy sobie w nim wiele zdjęć i z zaciekawieniem spacerowaliśmy po mieście. Pod koniec pobytu przyszedł czas na wernisaż oraz prezentację filmów wykonanych na miejscu zakończoną uroczystą kolacją.
Z smutkiem i żalem się rozstawaliśmy, po czym wyruszyliśmy w długą podróż do Polski, przy czym część drogi pokonaliśmy z naszym rumuńskim kolegą, który w roli przewodnika pokazał nam miasto Sibiu. Dalsza podróż odbyła się nie bez niespodzianek.
Ogółem wyjazd oceniam jako udany, bardzo rozwijający dla mnie i cieszę się, że mogłem w nim uczestniczyć.
Na koniec pragnę złożyć podziękowania Pawłowi Żurawskiemu za profesjonalne tłumaczenia na język migowy i polski.
Komentarz - Tomasz Kwiatkowski
